FSO Polonez - czy można go nie kochać?
Dodane przez bartekpoczta1 dnia 18.04.2009 10:44
FSO Polonez - te słowa wywołują u mnie coś w rodzaju dreszczu, po części pozytywnego. Spytacie może dlaczego tylko po części? Otóż już wyjaśniam - według mnie to auto jest tak totalnie bezsensowne, że bardziej debilnej rzeczy Polacy nie są w stanie wymyślić. I nie mam zamiaru zbesztać tego pojazdu totalnie, ma kilka zalet, jednak najpierw wymieńmy jedną z bardzo wielu jego wad: wykonanie wnętrza. Deska rozdzielcza zrobiona jest z, hmm..., chińskich piórników. To tworzywo jest obrzydliwe, przywodzi mi na myśl tłuste plecy brudnej 80 - letniej "baby ze wsi" - po prostu brzydzę się go dotknąć. Drugą sprawą jest idiotyczne rozwiązanie lewarka zmiany biegów. Próbowaliście kiedyś wrzucić w Polonezie jedynkę lub dwójkę bez urazu kolana lub uda? Jeśli wam się to udało, chylę czoła. Dlaczego o tym piszę? Dlatego że w Polonezie nie da się wykonać w/w czynności bez poważnego urazu kończyny. Jednak, jeśli znajdzie się śmiałek, który zechce tego spróbować, być może uratuje udo, ale... pogruchota rzepkę o kierownicę: najpierw trzeba wcisnąć sprzęgło oczywiście, potem odchylić prawą nogę w lewo, dopiero wrzucić bieg, następnie wrócić nogą do poprzedniej pozycji - przy szybszej redukcji możliwe jest również... skręcenie kostki. I ostatnie, najistotniejsza wada "Poldasa" to... wykonanie podsufitki, która w dotyku przypomina sprasowane włosy łonowe. Jednak przestańmy znęcać się nad tym pojazdem, przejdźmy do jego zalet. Ten samochód ma w sobie to coś. Na pewno jest też przestronny i nawet przyzwoicie komfortowy. Nikt nie zaprzeczy też, że patrząc na Poloneza odczuwamy do niego pewien sentyment. Relaksujemy się, słuchając dźwięku jego prostego konstrukcyjnie, sięgającego końca lat 70. silnika. I choć sceptycy twierdzą że jest największa wpadką Polskiej motoryzacji, to kochamy go za to, że jest (prawie) nasz. I jeszcze jedno: przypomnijmy sobie czym jeździł najsłynniejszy tajny agent PRL-u. Teraz mamy odpowiedź: czy można nie kochać Poloneza? A czy można nie kochać por. Borewicza?